Manifest

Wasi goście są Waszym fotografem

5 min czytaniaZespół dwoje

Jest taki moment na każdym weselu, którego para młoda nigdy nie widzi.

Wy tańczycie pierwszy taniec. Wszyscy patrzą na Was. A z boku, przy stoliku numer siedem, ciocia wybucha śmiechem, bo wujek właśnie opowiedział jej coś, co usłyszał od świadka przy barze. Ktoś to złapał telefonem. To zdjęcie istnieje. Tylko że ono jest teraz w pamięci tamtego telefonu i już nigdy do Was nie trafi.

Mnóstwo takich zdjęć powstaje w jedną noc. I prawie wszystkie giną.

dwoje powstało, żeby przestały ginąć.

Fotograf widzi jedną wersję wesela. Goście widzą drugą

Nie mamy nic do fotografów. Dobry fotograf ślubny to inwestycja, której nikt nie żałuje. On złapie te kadry, na które patrzy całe wesele: przysięgę, pierwszy taniec, tort, portrety w plenerze o złotej godzinie. To są zdjęcia oficjalne i mają być piękne. Są.

Ale fotograf jest jeden. Stoi w jednym miejscu naraz. Kiedy robi Wam portret przy altanie, nie ma go przy stole, gdzie dziadek pierwszy raz od lat tańczy z babcią. Kiedy jest na parkiecie, nie ma go w palarni, gdzie Wasi znajomi ze studiów właśnie się zwijają ze śmiechu. Fotograf łapie wesele, na które patrzy. Goście łapią wesele, które dzieje się obok.

I tu jest rzecz, o której mało kto myśli przed weselem: te dwa wesela to nie to samo wydarzenie. To dwie różne opowieści o tym samym dniu. Jedną dostajecie w pięknym albumie po kilku tygodniach. Drugą, tę z parkietu, z kuluarów, zza stołów, normalnie nie dostajecie wcale.

Pisaliśmy o tym szerzej w tekście o kadrach, których fotograf po prostu nie zrobi. Nie dlatego, że jest słaby. Dlatego, że jest człowiekiem z jednym aparatem.

Goście już mają aparaty. Mają je w kieszeniach

Pomyślcie, ile telefonów jest na Waszym weselu. Sto osób to sto aparatów. Sto par oczu w stu różnych miejscach sali. Niektóre z nich w tej samej sekundzie patrzą na coś, czego Wy nigdy nie zobaczycie, bo akurat byliście odwróceni.

Ci ludzie i tak robią zdjęcia. Robią je odruchowo, przez całą noc. Problem nigdy nie polegał na tym, że goście nie fotografują. Problem polega na tym, że potem te zdjęcia rozsypują się na sto telefonów i nikt ich nigdy nie zbiera w jedno miejsce.

Ktoś wrzuci trzy na grupę na WhatsAppie i to wszystko. Reszta zostaje. Część ktoś skasuje przy następnym czyszczeniu pamięci. Część zostanie w chmurze, do której nikt nigdy nie zajrzy. Pisaliśmy osobno o tym, dlaczego WhatsApp i AirDrop są najgorszym możliwym miejscem na te zdjęcia. W skrócie: bo to nie miejsce, to przeciek.

dwoje robi jedną rzecz, ale robi ją dobrze: daje wszystkim tym kadrom jeden adres.

Jak to wygląda w praktyce

Dostajecie plakat i wizytówki z kodem QR. Plakat stawiacie przy wejściu albo przy barze. Wizytówki kładziecie na stołach. Gość wyciąga telefon, kieruje aparat na kod, wchodzi w stronę przez przeglądarkę i wrzuca zdjęcia. Tyle.

Bez instalowania aplikacji. Bez zakładania konta. Bez logowania. Bez podawania maila. To jest kluczowe, bo każdy dodatkowy krok kosztuje Was zdjęcia. Wiadomo z branży, że kiedy goście muszą najpierw pobrać aplikację, udział spada o połowę, czasem o dwie trzecie. Połowa ludzi rezygnuje na samym progu. Wujek, który nie ogarnia "tych nowych apek", odpada pierwszy. A często to właśnie on ma najlepsze zdjęcie wieczoru.

U nas wujek skanuje kod i wrzuca. Nie ma czego nie ogarnąć.

Wszystko ląduje w jednej galerii. Wy widzicie ją na bieżąco. Zdjęcia układają się w ścianę, gości można wciągnąć w quiz o parze młodej, jest "zdjęcie wieczoru", które dostaje najwięcej serc, jest ściana wspomnień, gdzie można zostawić kilka słów. A po weselu pobieracie wszystko jednym kliknięciem, w oryginalnej jakości, w paczce ZIP. Wasze, na zawsze.

I jeszcze jedno, ważne przy tych zdjęciach. Wrzucają się w pełnej jakości, obsługujemy też format HEIC z iPhone'ów, więc nic nie ginie po drodze i nic nie zostaje zgniecione przez komunikator. To, co dostaniecie po weselu, nadaje się do druku i do fotoksiążki, a nie tylko do oglądania na ekranie. Bo te kadry mają żyć dłużej niż jeden scroll przez galerię. Mają trafić na ścianę i na półkę.

To nie jest gadżet. To druga połowa Waszej historii

Łatwo potraktować to jak zabawkę na wesele. Kolejna atrakcja obok fontanny czekoladowej. Ale to nie o to chodzi.

Chodzi o to, że za dziesięć lat otworzycie album od fotografa i będzie piękny. A potem otworzycie galerię od gości i nagle zobaczycie minę swojej mamy w momencie, którego sami nie pamiętacie. Zobaczycie, jak wyglądał Wasz najlepszy przyjaciel o trzeciej w nocy. Zobaczycie dzieciaki, które bawiły się pod stołem, kiedy Wy witaliście gości. Zobaczycie swoje wesele oczami ludzi, którzy Was kochają i którzy tam byli.

To jest coś, czego żaden fotograf Wam nie da. Nie dlatego, że nie potrafi. Dlatego, że nie był wszędzie naraz, a Wasi goście byli.

Pierwszy raz puściliśmy to na żywo, na prawdziwym wydarzeniu z prawdziwymi ludźmi. Zero zgłoszeń, że coś nie działa. Siedemdziesiąt jeden procent obecnych weszło w połączenie zdjęcia plus quiz. To nie była grupa testerów. To byli normalni goście, z normalnymi telefonami, w normalnym pośpiechu imprezy. I po prostu działało.

Jedno miejsce. Wasi ludzie. Wasz dzień

dwoje istnieje, bo wierzymy, że najprawdziwsze wesele zwykle umyka. Dzieje się przy stołach, na parkiecie, w kuluarach, w momentach, kiedy nikt oficjalny nie patrzy. A ludzie, którzy tam są i to widzą, mają w kieszeniach aparaty.

Daliśmy tym aparatom jeden adres. Resztę robią Wasi goście.

Jeśli chcecie zobaczyć swoje wesele tak, jak zobaczyli je ludzie, których kochacie, zamówcie dwoje. Od 199 zł, jedna płatność, bez subskrypcji, bez limitu zdjęć. Czternaście dni na odstąpienie, gdyby coś.

Wasi goście i tak będą tej nocy fotografować. Pytanie tylko, czy te zdjęcia kiedykolwiek do Was wrócą.

Jak zacząć już teraz, opisaliśmy krok po kroku w tekście jak zebrać zdjęcia z wesela od gości.

← Wszystkie wpisy