Manifest

240 zdjęć, których fotograf by nie zrobił

6 min czytaniaZespół dwoje

Najpierw uczciwie: ta liczba w tytule to przykład. Nie liczyliśmy ich na konkretnym weselu i nie udajemy, że jakaś para naliczyła dokładnie tyle. Wzięliśmy ją po to, żeby pokazać skalę. Bo kiedy sto osób przez jedną noc fotografuje odruchowo, to dwieście kilkadziesiąt zdjęć od gości to nie jest dużo. To jest spokojne popołudnie.

Pytanie nie brzmi, ile ich powstaje. Powstaje ich mnóstwo. Pytanie brzmi, ile z nich kiedykolwiek trafia do pary młodej. I tu prawdziwa odpowiedź dla większości wesel to: garstka. Reszta zostaje w telefonach gości i znika.

A szkoda, bo to często najlepsze kadry całego wesela. Zaraz pokażemy dlaczego.

Fotograf robi zdjęcia, na które patrzy całe wesele

Zacznijmy od tego, co fotograf robi świetnie. Bo robi.

Przysięga. Pierwszy taniec. Krojenie tortu. Portrety w plenerze. Wejście pary na salę. Rzucanie bukietem. To są momenty zaplanowane, wyczekane, oświetlone, skadrowane. Fotograf na nie czeka, ustawia się, łapie. Dlatego wyglądają tak dobrze. To jest oficjalna wersja Waszego wesela i ona ma być piękna.

Ale zwróćcie uwagę na jedną rzecz. Wszystkie te momenty mają wspólną cechę: są w centrum uwagi. Patrzy na nie cała sala. I patrzy na nie fotograf, bo po to tam jest.

Problem zaczyna się tam, gdzie nikt oficjalny nie patrzy.

Kadry, które umykają, bo dzieją się obok

Wyobraźcie sobie kilka takich momentów. Żaden z nich nie jest wymyśloną historią konkretnej pary. To zjawiska, które powtarzają się na weselu za weselem.

Mina babci przy oczepinach. Fotograf w tym czasie kadruje pannę młodą z zawiązanymi oczami. Robi to dobrze. Ale nie widzi twarzy babci w trzecim rzędzie, która właśnie zakrywa usta dłonią ze śmiechu, bo wie, kto stoi po drugiej stronie. Ten kadr łapie kuzynka z telefonem. I to jest zdjęcie, które za dziesięć lat rozłoży Was na łopatki.

Dzieciaki pod stołem. Każde wesele ma swój własny mały świat pod obrusami. Czwórka dzieci, które dawno mają dość siedzenia grzecznie, urządza sobie bazę. Fotograf ich nie widzi, bo patrzy na poziom dorosłych. Ale ich rodzice widzą i fotografują, bo to jest urocze. Te zdjęcia normalnie zostają w telefonie taty i nigdy do Was nie trafiają.

Palarnia o trzeciej w nocy. To osobny gatunek zdjęć. Znajomi ze studiów, koledzy z pracy, ekipa, która została do końca. Rozmowy, których nikt rano nie pamięta. Fotografa już dawno nie ma, bo skończył umowę o pierwszej. Ale telefony zostały. I te kadry, trochę rozmazane, trochę za ciemne, są często najszczersze z całego wesela.

Kelner z tortem. Brzmi banalnie, a to jeden z tych momentów, których fotograf fizycznie nie złapie, bo akurat ustawia parę do krojenia. Ktoś z gości złapał, jak kelner niesie tort przez całą salę, a za nim odwracają się głowy. Mały kadr, a robi klimat.

Wspólny mianownik tych wszystkich zdjęć: dzieją się obok głównej sceny. A fotograf, choćby był najlepszy na świecie, jest jeden i stoi w jednym miejscu. Rozwinęliśmy tę myśl w manifeście wasi goście są waszym fotografem, bo to jest cała idea dwoje w jednym zdaniu.

Dlaczego to goście łapią te momenty, a nie fotograf

Tu nie chodzi o sprzęt. Telefon nie robi lepszych zdjęć niż lustrzanka, robi inne. Chodzi o pozycję i o moment.

Gość siedzi w środku wesela. Jest częścią tej sceny, a nie obserwatorem z boku. Kiedy babcia parska śmiechem, gość jest pół metra od niej, a fotograf trzy stoły dalej, tyłem. Kiedy dzieci budują bazę pod stołem, ich rodzic jest dosłownie nad nimi. Gość łapie te kadry, bo jest dokładnie tam, gdzie one się dzieją. Fotograf nie jest, bo nie może być wszędzie.

Druga rzecz: gość fotografuje to, co go rusza osobiście. Fotograf realizuje plan. Gość strzela do swojej cioci, swojego stolika, swojej paczki. Dlatego goście razem pokrywają całą salę, każdy swój kawałek. Sto osób to sto różnych punktów widzenia na ten sam dzień.

Trzecia rzecz, najprostsza: jest ich dużo. Jeden fotograf kontra sto telefonów. To nie jest uczciwa walka o pokrycie wesela i nigdy nie miała być. Te dwie warstwy się uzupełniają. Jedna daje Wam piękno, druga daje Wam prawdę.

Problem nie jest taki, że goście nie fotografują. Problem jest taki, że to ginie

I tu dochodzimy do sedna. Wszystkie te kadry powstają. Naprawdę. Na Waszym weselu powstanie ich pewnie więcej niż dwieście czterdzieści. Tylko że bez jednego miejsca, w którym mają wylądować, rozsypują się na sto telefonów i tam zostają.

Ktoś wrzuci kilka na grupę. Ktoś obieca wysłać i zapomni. Ktoś prześle przez AirDrop, ale tylko trójce znajomych, którzy mają iPhone. Ktoś skasuje przy następnym czyszczeniu pamięci. Opisaliśmy ten cały bałagan osobno, w tekście o tym, dlaczego WhatsApp i AirDrop zawodzą przy zdjęciach z wesela. Krótko mówiąc: to nie są narzędzia do zbierania, to narzędzia do gubienia.

dwoje daje tym kadrom jeden adres. Plakat i wizytówki z kodem QR. Gość skanuje telefonem, wchodzi przez przeglądarkę i wrzuca. Bez aplikacji, bez konta, bez logowania. Wszystko ląduje w jednej galerii, którą widzicie na bieżąco, a po weselu pobieracie w całości w oryginalnej jakości.

To, że nie trzeba nic instalować, nie jest detalem. To różnica między galerią pełną zdjęć a galerią pustą. Z branży wiadomo, że gdy goście muszą pobierać aplikację, udział spada o połowę, a nawet o dwie trzecie. A odpada zawsze najpierw ten gość, który ma najmniej cierpliwości do technologii i często najlepsze zdjęcie wieczoru.

Co to daje w liczbach, na które możemy popatrzeć

Nie chcemy obiecywać Wam konkretnej liczby zdjęć, bo każde wesele jest inne. Ale możemy powiedzieć, co widzieliśmy na pierwszym żywym teście, na prawdziwym wydarzeniu z prawdziwymi ludźmi, a nie na grupie znajomych, którzy testują apkę po znajomości.

Zero zgłoszeń, że coś nie działa. Przez całą imprezę, na różnych telefonach, w pośpiechu zabawy. Nikt nie napisał, że nie umie wrzucić zdjęcia.

Siedemdziesiąt jeden procent obecnych weszło w połączenie zdjęcia plus quiz. To znaczy, że ponad dwie trzecie ludzi na sali nie tylko zobaczyło kod, ale faktycznie coś zrobiło: wrzuciło zdjęcie albo zagrało. To bardzo wysoki udział jak na cokolwiek, w co trzeba zaangażować gości na imprezie.

To są nasze prawdziwe liczby z pierwszego razu. Nie ekstrapolujemy ich na Wasze wesele. Pokazujemy je, bo świadczą o jednym: kiedy bariera wejścia jest zerowa, ludzie naprawdę wrzucają zdjęcia.

Te zdjęcia istnieją tej jednej nocy. Potem albo je macie, albo nie

Wróćmy do tytułu. Dwieście czterdzieści to przykład, ale myśl jest prawdziwa: na Waszym weselu powstanie warstwa zdjęć, których fotograf nie zrobi, bo nie może. Mina babci, dzieciaki pod stołem, palarnia o trzeciej, kelner z tortem. Setki małych kadrów, które razem są drugą połową historii Waszego dnia.

Powstaną niezależnie od tego, czy coś z tym zrobicie. Wasi goście i tak będą fotografować. Jedyne pytanie brzmi, czy te kadry wrócą do Was, czy zostaną na stu cudzych telefonach i powoli znikną.

dwoje sprawia, że wracają. Jedna płatność, bez subskrypcji, od 199 zł za całe wesele, bez limitu zdjęć, z pobraniem wszystkiego w oryginalnej jakości. Czternaście dni na odstąpienie.

Jak ustawić to u siebie, żeby zadziałało od pierwszego gościa, pokazujemy w tekście jak zebrać zdjęcia z wesela od gości.

← Wszystkie wpisy